Przez zatłoczony korytarz szkolny szedł wysoki, wysportowany czarnowłosy nastolatek - Sasuke Uchiha, kapitan drużyny koszykarskiej, wielbiony przez większą część populacji liceum imienia Hiruzena Sarutobiego. Sam chłopak był gejem. A od pewnego czasu obiektem jego westchnień był sam Naruto - przyjaciel, jeden z najlepszych uczniów i kapitan drużyny siatkarskiej.
Czarnowłosy chłopak uwielbiał jego charakter, szczery uśmiech,włosy, przypominające łany zboża i duże, piękne lazurowe oczy. Dla samego czarnookiego blondwłosy chłopak był uściśleniem ideału.
*Opowiada Naruto (zmiana narracji)*
Stałem otoczony przez przyjaciół, choć tak naprawdę czekałem tylko na jedną osobę - Sasuke.
Na gnuborowatego drania, który całkowicie owładnął moje serce, ale nigdy mu tego nie powiem, bo wiem, że wyśmiałby mnie!
Nagle podszedł do mnie Kiba, mój przyjaciel z zmartwionym wyrazem twarzy.
- Naruto, czy coś Cię gnebi? - zapytał prosto z mostu.
- Nie, skąd te podejrzenia? - tym razem to ja zadałem pytanie.
- Wyglądasz na smutnego, a to do Ciebie nie podobne - odpowiedział psiarz.
- Oj Kiba, daj spokój, mamy teraz kartkówkę z biologii, a ty biadolisz o moim wyrazie twarzy - natychmiast się roześmiałem dla rozładowania atmosfery.
- Dobra, ale jak coś, to wal do mnie i w dzień i w nocy - powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha brunet.
- Zapamiętam - zachichotałem radośnie, gdy nagle zauważyłem za plecami Kiby Sasuke. Pomachałem mu radośnie i on odpowiedział mi tym samym, ale nie na tyle entuzjastycznie.
- Dobra, to ja spadam, bo Neji będzie się niepokoił! - krzyknął ciemnooki ze śmiechem
- W porządku - odpowiedziałem mu z uśmiechem.
Cieszyłem się, że Kibie i Nejiemu układa się razem. Gdyby tak ja i Sasuke... Oi, Naruto, odgoń od siebie te myśli! On nie jestem gejem! Przecież ma na pęczki dziewczyn! - myślałem sobie w duchu.
W tym czasie ów obiekt moich westchnieć podszedł do mnie z obojętnym wyrazem twarzy.
- Cześć Usuratonkachi - przywitał się, a na jego twarz wpłynął nikły uśmiech.
- Oi Sasuke! Mówiłem Ci, żebyś tak na mnie nie mówił - odpowiedziałem mu, przy okazji nadymając policzki i zaplatając ręce przed sobą.
- Jasne, jasne, Usuratonkachi Usuratonkachim pozostanie i tyle - powiedział Uchiha z kpiącym uśmiechem na twarzy.
- Jeszcze zobaczysz, później się rozliczymy - krzyknąłem, celując palcem w klatkę piersiową bruneta.
Sam czarnooki przybliżył się do mnie i nachylił się do mojego ucha.
- Mam taką nadzieję, Młotku - powiedział, przy okazji owiewając mój opalony kark ciepłym oddechem.
Mimowolnie zadrżałem. Brunet nic sobie z tego nie robiąc wyprostował i spojrzał na mnie pustym spojrzeniem.
Gdy już chciałem coś powiedzieć, zadzwonił dzwonek na lekcje. Pod salę przyszła nauczycielka - niska blondynka o okazałym biuście.
Tsunade, wpatrywała się w każdego ucznia, niczym żądna krwi żmija. Mimo, że dobrze uczyła była straszną jedzą słynącą z trudnych egzaminów i kartkówek.
- No dzieciaki, wyjmujemy karteczki, napiszecie dwudziestominutową kartóweczkę z ostatnich trzech rozdziałów - rzekła, po czym dodała - Raz, dwa, nie mamy za dużo czasu!
Z pośpiechem wyrwałem kartkę z zeszytu. Blondynka widząc, że wszyscy mają przed sobą kartki, zaczęła przydzielać grupy i poszczególne zadania.
"Hm, prościzna! - pomyślałem. Tylko dopiszę to i owo i mogę oddać! - ucieszyłem się w duchu"
Po dopisaniu ostatnich trzech zdań, podniosłem się z krzesła i podałem kartkówkę nauczycielce.
- Poczekaj, Naruto, od razu ją sprawdzę - odrzekła blondwłosa jędza z złośliwym uśmiechem na twarzy.
Widać, że po sprawdzeniu mojej kartkówki mina jej zrzedła. Mówiłem, że jestem świetny z biologii?
Nauczycielka z niechęcią odezwała się.
- Uzumaki, dostajesz pięć z plusem - powiedziała, po czym dodała - Naruto, czy nie chciałbyś wziąść udziału w konkursie z biologii? Widzę, że masz duży potencjał - przyznała z uśmiechem.
- Chętnie - również odpowiedziałem jej uśmiechem.
Do końca lekcji rzucałem ukradkowe spojrzenia w stronę Sasuke. Jednak nie wiedziałem o tym, że były wyłapywane przez czarnookiego.
Na przerwie wyluzowałem się w towarzystwie Kiby, Nejiego, Shikamaru i Gaary.
- Wiecie co?! - zapytałem ich.
- No gadaj Naru - odpowiedział Gaara, który potem przeniósł wzrok na Shikamaru.
- W piątek jest dzień Patrona i to się dobrze składa, bo rodzice rano wyjeżdżają do wujka Jirayi do Okinawy i nie będzie ich do poniedziałku, dlatego też zrobimy imprezę! - zawołałem radośnie.
Shikamaru od razu się rozbudził.
- Jeny, Naruto, weź ścisz się trochę, bo głowa mi pęka - zajęczał żałośnie Nara, trzymając się za skronie.
- Kac? - zapytał złośliwie czerwonowłosy.
Brunet w odpowiedzi posłał tylko litościwe spojrzenie w stronę szmaragdookiego.
- No więc... to robimy tę imprezkę w piątek? - zapytał radośnie psiarz.
- Tak, ale muszę obgadać to z mamą i tatą - zaśmiałem się radośnie.
- Dobra, za chwilę dzwonek, ale Kakashi pewnie jak zwykle się spóźni - powiedział Nara zbolałym głosem.
Z trudem powstrzymałem śmiech. Co prawda, Kakashi- sensei był strasznie spóźnialski, ale za to i między innymi go lubilśmy.
Lekcje minęły mi w zawrotnym tempie. Właśnie wracałem do domu, gdy nagle drogę zastąpił mi Sasuke.
- Młotku, zapomniałeś książki - powiedział jak zwykle obojętnym głosem.
- Oi dziękuję, Sasuke - odrzekłem radosnym głosem, po czym w podzięce pocałowałem go w policzek - Dobrze, to ja już będę lecieć. Jeszcze raz dzięki za książkę. Do zobaczenia - pomachałem mu na pożegnanie i zniknąłem za zakrętem.
Czarnowłosy chłopak uwielbiał jego charakter, szczery uśmiech,włosy, przypominające łany zboża i duże, piękne lazurowe oczy. Dla samego czarnookiego blondwłosy chłopak był uściśleniem ideału.
*Opowiada Naruto (zmiana narracji)*
Stałem otoczony przez przyjaciół, choć tak naprawdę czekałem tylko na jedną osobę - Sasuke.
Na gnuborowatego drania, który całkowicie owładnął moje serce, ale nigdy mu tego nie powiem, bo wiem, że wyśmiałby mnie!
Nagle podszedł do mnie Kiba, mój przyjaciel z zmartwionym wyrazem twarzy.
- Naruto, czy coś Cię gnebi? - zapytał prosto z mostu.
- Nie, skąd te podejrzenia? - tym razem to ja zadałem pytanie.
- Wyglądasz na smutnego, a to do Ciebie nie podobne - odpowiedział psiarz.
- Oj Kiba, daj spokój, mamy teraz kartkówkę z biologii, a ty biadolisz o moim wyrazie twarzy - natychmiast się roześmiałem dla rozładowania atmosfery.
- Dobra, ale jak coś, to wal do mnie i w dzień i w nocy - powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha brunet.
- Zapamiętam - zachichotałem radośnie, gdy nagle zauważyłem za plecami Kiby Sasuke. Pomachałem mu radośnie i on odpowiedział mi tym samym, ale nie na tyle entuzjastycznie.
- Dobra, to ja spadam, bo Neji będzie się niepokoił! - krzyknął ciemnooki ze śmiechem
- W porządku - odpowiedziałem mu z uśmiechem.
Cieszyłem się, że Kibie i Nejiemu układa się razem. Gdyby tak ja i Sasuke... Oi, Naruto, odgoń od siebie te myśli! On nie jestem gejem! Przecież ma na pęczki dziewczyn! - myślałem sobie w duchu.
W tym czasie ów obiekt moich westchnieć podszedł do mnie z obojętnym wyrazem twarzy.
- Cześć Usuratonkachi - przywitał się, a na jego twarz wpłynął nikły uśmiech.
- Oi Sasuke! Mówiłem Ci, żebyś tak na mnie nie mówił - odpowiedziałem mu, przy okazji nadymając policzki i zaplatając ręce przed sobą.
- Jasne, jasne, Usuratonkachi Usuratonkachim pozostanie i tyle - powiedział Uchiha z kpiącym uśmiechem na twarzy.
- Jeszcze zobaczysz, później się rozliczymy - krzyknąłem, celując palcem w klatkę piersiową bruneta.
Sam czarnooki przybliżył się do mnie i nachylił się do mojego ucha.
- Mam taką nadzieję, Młotku - powiedział, przy okazji owiewając mój opalony kark ciepłym oddechem.
Mimowolnie zadrżałem. Brunet nic sobie z tego nie robiąc wyprostował i spojrzał na mnie pustym spojrzeniem.
Gdy już chciałem coś powiedzieć, zadzwonił dzwonek na lekcje. Pod salę przyszła nauczycielka - niska blondynka o okazałym biuście.
Tsunade, wpatrywała się w każdego ucznia, niczym żądna krwi żmija. Mimo, że dobrze uczyła była straszną jedzą słynącą z trudnych egzaminów i kartkówek.
- No dzieciaki, wyjmujemy karteczki, napiszecie dwudziestominutową kartóweczkę z ostatnich trzech rozdziałów - rzekła, po czym dodała - Raz, dwa, nie mamy za dużo czasu!
Z pośpiechem wyrwałem kartkę z zeszytu. Blondynka widząc, że wszyscy mają przed sobą kartki, zaczęła przydzielać grupy i poszczególne zadania.
"Hm, prościzna! - pomyślałem. Tylko dopiszę to i owo i mogę oddać! - ucieszyłem się w duchu"
Po dopisaniu ostatnich trzech zdań, podniosłem się z krzesła i podałem kartkówkę nauczycielce.
- Poczekaj, Naruto, od razu ją sprawdzę - odrzekła blondwłosa jędza z złośliwym uśmiechem na twarzy.
Widać, że po sprawdzeniu mojej kartkówki mina jej zrzedła. Mówiłem, że jestem świetny z biologii?
Nauczycielka z niechęcią odezwała się.
- Uzumaki, dostajesz pięć z plusem - powiedziała, po czym dodała - Naruto, czy nie chciałbyś wziąść udziału w konkursie z biologii? Widzę, że masz duży potencjał - przyznała z uśmiechem.
- Chętnie - również odpowiedziałem jej uśmiechem.
Do końca lekcji rzucałem ukradkowe spojrzenia w stronę Sasuke. Jednak nie wiedziałem o tym, że były wyłapywane przez czarnookiego.
Na przerwie wyluzowałem się w towarzystwie Kiby, Nejiego, Shikamaru i Gaary.
- Wiecie co?! - zapytałem ich.
- No gadaj Naru - odpowiedział Gaara, który potem przeniósł wzrok na Shikamaru.
- W piątek jest dzień Patrona i to się dobrze składa, bo rodzice rano wyjeżdżają do wujka Jirayi do Okinawy i nie będzie ich do poniedziałku, dlatego też zrobimy imprezę! - zawołałem radośnie.
Shikamaru od razu się rozbudził.
- Jeny, Naruto, weź ścisz się trochę, bo głowa mi pęka - zajęczał żałośnie Nara, trzymając się za skronie.
- Kac? - zapytał złośliwie czerwonowłosy.
Brunet w odpowiedzi posłał tylko litościwe spojrzenie w stronę szmaragdookiego.
- No więc... to robimy tę imprezkę w piątek? - zapytał radośnie psiarz.
- Tak, ale muszę obgadać to z mamą i tatą - zaśmiałem się radośnie.
- Dobra, za chwilę dzwonek, ale Kakashi pewnie jak zwykle się spóźni - powiedział Nara zbolałym głosem.
Z trudem powstrzymałem śmiech. Co prawda, Kakashi- sensei był strasznie spóźnialski, ale za to i między innymi go lubilśmy.
Lekcje minęły mi w zawrotnym tempie. Właśnie wracałem do domu, gdy nagle drogę zastąpił mi Sasuke.
- Młotku, zapomniałeś książki - powiedział jak zwykle obojętnym głosem.
- Oi dziękuję, Sasuke - odrzekłem radosnym głosem, po czym w podzięce pocałowałem go w policzek - Dobrze, to ja już będę lecieć. Jeszcze raz dzięki za książkę. Do zobaczenia - pomachałem mu na pożegnanie i zniknąłem za zakrętem.


